Maciej Lesisz - życie pisane przez Radomiaka. "W moich żyłach płynie zielona krew"

10 cze 2020 Udostępnij

Przeszedł drogę od kibica, chłopca do podawania piłek, po piłkarza, trenera grupy młodzieżowej, aż do asystenta pierwszego szkoleniowca. Życie Macieja Lesisza ściśle związane jest z Radomiakiem Radom. Oto przykład jak pasja może stać się sposobem na siebie.

Jak to w takich historiach bywa, zaczęło się niewinnie. Oto grupa chłopaków spotykała się pod blokiem, gdzie grała w piłkę, obijając okoliczne trzepaki. Czas płynął od jednego meczu do drugiego. Na dworze mogli przesiadywać cały dzień. Czasami futbolówkę zastępowały  rowery, wtedy można było udać się na pobliski stadion i podejrzeć jak trenują zawodowcy. 

 

- Mieszkałem bardzo blisko Struga 63 - na ulicy Sportowej. Na stadion w linii prostej miałem kilkaset metrów. Chodziłem więc na mecze pierwszego zespołu oraz rezerw, które zawsze swoje mecze rozgrywały w niedzielę rano - opowiada Maciej Lesisz. 

 

Pewnego dnia razem z kolegami wybrał się rowerami na zajęcia "Zielonych". Był przygotowany, że zaraz piłka wyląduje gdzieś w pobliskich krzakach i pójdzie po nią, w końcu był chłopcem od podawania piłek. Tymczasem podszedł do nich prezes Radomiaka i zapytał, czy nie chcieliby zagrać w sparingu, skoro już tu są. Mówił, że widział ich jak grają w grupie młodzieżowej i uznał, że mogą dostać szansę. Z pozoru nic nieznaczący sparing okazał się dla Macieja Lesisza wstępem do piłkarskiej przygody w Radomiaku.

 

Na pierwszy trening zaprowadził go ojciec, zapalony kibic Radomiaka. - Trenować z pierwszym zespołem zacząłem w wieku 15 lat. Występowaliśmy wówczas w 4 lidze. Potem grałem w ligach: 3, 2, 1. W międzyczasie zdarzył się roczny epizod w ŁKS-ie Łomża. Pamiętam do dziś jak trener prowadzący wówczas zajęcia, moje pierwsze w klubie, powiedział mi, że jestem za niski i za szczupły i że nic z tego nie będzie... W tym czasie w Radomiu był jeszcze Beniaminek, na którego trening się wybrałem, ale w nim nie uczestniczyłem, bo wiedziałem, że muszę grać w Radomiaku - opowiada. Musiało tak być, Radomiak był mu pisany. - Za sąsiada miałem Adriana Rzepeckiego, który reprezentował barwy Radomiaka. Mówię do niego, że muszę wrócić na Struga i jeszcze raz spróbować swoich sił - dodaje Lesisz.

 

Wrócił. Kilka lat po tym zdarzeniu odbył tę krótką wyprawę rowerową z kolegami na pobliski stadion, co zaowocowało późniejszą grą w Radomiaku na poważnie. - Zacznijmy od tego, że nie podobały mi się warunki, w jakich musieliśmy trenować. Kiedyś długa trwa na boisku była standardem, do tego dużo dzieciaków na małej przestrzeni. Tamten trener na podstawie jednej gry skreślił mnie. Sugerował, żebym dał sobie spokój. Nie zniechęciłem się tym, że w pierwszej chwili mnie odrzucono. W meczach klasowych widziałem, że jestem jednym z lepszych, zacząłem regularnie trenować i rozpocząłem piłkarską przygodę - wyjaśnia. 

 

Został napastnikiem. - Mocno się angażowałem w treningi, bardzo się do nich przykładałem. W pewnym momencie czegoś mi jednak brakowało. Byłem bliski odejścia do innych klubów, ale na drodze stanęły mi kontuzje. Przeszedłem dwie poważne operacje. Co chwilę miałem pod górkę, bo jak już wracałem do formy to przytrafiał się uraz. Potem odbudowa, powrót do dobrej dyspozycji i znów kontuzja - tłumaczy.

 

Rozegrał ponad 100 meczów w Radomiaku. Jego pożegnalnym sezonem w ukochanych barwach był sezon 2009/10. Następnie występował w Wulkanie Zakrzew, Orle Wierzbica, Mazowszu Grójec. - To co się później stało, było pokłosiem moich problemów zdrowotnych. Mogłem ruszyć w Polskę, spróbować swoich sił gdzie indziej, jednak nie miałem na to za bardzo ochoty. Zająłem się szkoleniem dzieci. Nie musiałem wyjeżdżać, żeby grać w 3 lidze. W okolicach Radomia miałem okazję możliwość występów w niższej lidze, łącząc to z pracą z dzieciakami - zaznacza. 

 

Do pracy w roli trenera młodzieży namówił Lesisza Arek Grzyb, kolega z drużyny. - Siedzieliśmy na saunie po jednym z meczu i zapytał mnie, czy nie chciałbym szkolić dzieciaków. Jeden, drugi trening, przyjrzałem się jak to wszystko wygląda. No i zgodziłem się. Zrobiliśmy nabór do mojej pierwszej grupy, z którą przechodziłem każdy szczebel w młodzieżowej piłce. Zacząłem ich prowadzić, gdy byli w 2. klasie szkoły podstawowej, dziś są osiemnastolatkami. Dwóch chłopaków jest w kadrze pierwszego Radomiaka - Jakub Nowakowaki oraz Kacper Wiatrak. Pracowałem też z Kamilem Bielikowem, który wyjechał do Włoch. Oni wszyscy są z mojego rocznika - 2001 - podkreśla Lesisz. 

 

Na samej pracy z młodzieżą nie poprzestał. - Skończyłem kierunek Wychowanie Fizyczne na Politechnice Radomskiej. Ukończyłem także AWF w Gdańsku. Miałem uprawnienia instruktor piłki nożnej, zrobiłem papiery na trenera UEFA A, trenera UEFA B. Teraz myślę nad kolejnym krokiem, czyli trener UEFA Pro - przyznaje. 

 

Dwa lata temu Dariusz Banasik zaproponował Lesiszowi dołączenie do swojego sztabu. - Przez długi czas miałem problem z tym, że jestem asystentem. Zawsze lubiłem sam stać podczas meczu przy linii bocznej, dawać wskazówki, podpowiadać. Jak jesteś asystentem masz inne role. Wolę mieć wpływ na boisko, wyznaczać zadania zawodnikom. Trochę czasu minęło zanim się przyzwyczaiłem się do roli asystenta - wyznaje. 

 

- Prezes namawiał mnie, żebym został w jednym roczniku. Mi to nie wystarczało. Chciałem pokonywać kolejne szczeble w piłce młodzieżowej, zobaczyć jak dzieciak się rozwija, żeby potem określić się, czy chcę pracować z 10-latkami, 15-latkami, czy 17-latkami. Musiałem wszystkiego dotknąć. Po tej grupie trafiłem do rezerw, w których było wielu moich podopiecznych. Wywalczyliśmy awans do IV ligi. I przyszła oferta od trenera Banasika. To nie tak, że od razu się na wszystko godziłem. Dawałem sobie czas na przemyślenie pewnych spraw. Miałem zachowaną ciągłość pracy z jedną grupą, nagle trzeba było na nowo budować i zdobywać zaufanie zawodników. W ostatnim czasie szybko się zmieniały moje role, bo byłem trenerem ezerw, asystentem, zastępowałem też trenera Banasiak - wylicza. 

 

Sugeruje, że gdyby dziś miał wybierać to wolałbym pracować z seniorami na fajnym poziomie: - To moje marzenie. Ale nie uciekam od pracy z dzieciakami. Cały czas mam kontakt z trenerami akademii, ich piłkarzami. Wymieniamy poglądy, rozmawiamy o piłce. 

 

Piłka to całe życie Macieja Lesisza. Tak jak Radomiak. - W moich żyłach płynie zielona krew. Nie chcę jednak gdybać czy odszedłbym do innego klubu. Na pewno bym rozważył różne opcje. Lubię robić to, co robię. Chodzę do swojej pracy z uśmiechem na ustach. Poniedziałek nie oznacza dla mnie wszystkiego, co najgorsze. Przez te wszystkie lata spędzone w piłce uświadomiłem sobie jedną rzecz: wszędzie się możesz spóźnić, ale do klubu, czy na trening nie. 



ZOBACZ RÓWNIEŻ
NOTATKA/UWAGI dot. strony dla newsa:
Utworzona została siatka, w lewej kolumnie siatki powinien znaleźć się button kierujący do wszystkich aktualności. 
W drugiej kolumnie siatki został wstawiony nagłówek oraz html - zamiast html może być mapowany paragraf.
Należy wykonać szablon dla struktury newsa, który będzie wyświetlał social media, zdjęcie nagłówkowe, treść posta wraz ze zdjęciami. 
Poniżej jest dodatkowy html poza siatką, w którym powinna znaleźć się galeria.